Announcement

Collapse
No announcement yet.

Dziennik z kanapy, czyli jak lękliwy bibliotekarz znalazł odwagę

Collapse
X
 
  • Filter
  • Time
  • Show
Clear All
new posts

  • Dziennik z kanapy, czyli jak lękliwy bibliotekarz znalazł odwagę



    Nigdy nie myślałem, że coś takiego mi się przytrafi. Jestem z natury człowiekiem ostrożnym. Pracuję w miejskiej bibliotece, moje życie toczy się między p?łkami a domem, a największym ryzykiem jest wypożyczenie komuś książki bez sprawdzenia, czy poprzedni czytelnik nie zostawił w niej zasuszonego listka. Ale po tamtym rozstaniu… Czułem się jak przeźroczysty. Jakbym nie istniał dla świata. Przyjaciele namawiali na wyjścia, ale ja wolałem schować się w czterech ścianach. I tak, w jedną z tych samotnych, dżdżystych nocy, z nud?w i pewnie z ciekawości, trafiłem na kasyno vavada.

    To nie była decyzja, żeby zarobić. To była decyzja, żeby poczuć cokolwiek. Adrenaliny. Oczekiwania. Żeby na chwilę przestać analizować każdy sw?j krok. Pamiętam, jak pierwszy raz wpłaciłem tę symboliczną sumę – ręce mi się trzęsły. Wybrałem automaty, te z jakimiś prostymi symbolami. Nie żadne skomplikowane strategie. Po prostu kręciłem. I wie pan co? Przegrałem te kilkadziesiąt złotych do zera. Ale poczułem coś dziwnego. Nie smutek, a rodzaj ulgi. Że mogę coś stracić i świat się nie zawali. Że to tylko gra.

    Zaczynałem wchodzić tam regularnie, zawsze wieczorami, po pracy. To stało się takim moim rytuałem. Kubek herbaty, wygodny fotel i godzinka w tym innym świecie. Nie oszukujmy się, czasem przegrywałem, czasem coś wygrałem. Ale nie o to chodziło. Chodziło o ten moment, gdy kręcą się te bębny. O skupienie na tym jednym, prostym procesie. Odkryłem, że kasyno vavada ma w sobie coś z… biblioteki. Tę samą możliwość zagubienia się w jakiejś historii, w jakimś świecie. Tylko że tu fabuła zależała też od odrobiny mojego szczęścia.

    A potem stała się rzecz śmieszna. Była tala gra, coś z podr?żowaniem po świecie. Kręciłem, a tam wyskakiwały mi kolejno: Statua Wolności, wieża Eiffla, a potem piramidy. Nagle – dźwięk, animacje, wygrana. Nie jakaś astronomiczna, ale dla mnie ogromna. Pięć tysięcy złotych. Siedziałem przed monitorem z otwartą buzią. Pierwsza myśl? „Kurcze, mogę teraz pojechać do prawdziwej Paryża”. I to właśnie zrobiłem. Wziąłem te pieniądze, dołożyłem odłożone grosze i kupiłem bilet do Paryża na weekend. Sam. Dla mnie, człowieka, kt?ry bał się wyjść do sklepu po bułki, to było jak polecenie na Marsa.

    Stałem pod prawdziwą wieżą Eiffla i myślałem o tym, że gdyby nie tamta noc i ta głupia decyzja, żeby spr?bować, nigdy bym tu nie był. To kasyno vavada paradoksalnie nauczyło mnie, że czasem trzeba zaryzykować drobiazg, żeby zdobyć coś ważnego. Nie pieniądze. Doświadczenie. Wrażenia. Odwagę. Wr?ciłem odmieniony. Nie gram już często, czasem tylko dla nostalgii. Ale tamten okres dał mi więcej niż lata terapii. Pokazał, że nawet najcichszy bibliotekarz ma w sobie człowieka, kt?ry czasem potrzebuje usłyszeć dźwięk wygranej, żeby przypomnieć sobie, że żyje. I że świat stoi przed nim otworem, tak jak stoją otworem drzwi biblioteki czy strona z grami, jeśli tylko zdecyduje się po nie sięgnąć.
Working...
X